niedziela, 23 sierpnia 2009

To właśnie są...

Back home from Las Połoninas, chlip chlip... Niech Hon będzie z Wami!

9 komentarzy:

  1. A ja w Bieszczadach widziałam szemkela cień, bieszczadzkie anioły, uwolnione krasnale i takie takie.

    OdpowiedzUsuń
  2. jesli to nie przestępstwo to chciałam na łamach furrory zareklamować batoniki knoppers, które okazały się doskanałym dopalczem, dzięki któremu udało nam się z Shu zdobyć Tarnicę. A wszystko to tylko po to, by móc pospać pod Krzyżem Eiffla.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aha, czyli jeden knoppers przypada na 673 metry. Więc wspinając się Rysy potrzeba zabrać ze sobą 3,7 knoppersa, na Mont Blanc 7,1 a na Czomolungme - 13,1. Kurcze, nie jest źle, myslałem, że bez kilku beczułek miodu nie dam rady.

    OdpowiedzUsuń
  4. No panie M.U. widzę, że nie na darmo ten dyplom. Wiedza się przydała i jest czynnie wykorzystywana. A jak idzie nauka na drugim fakultecie? Bo chcę syna wysłać i nie wiem czy warto. Mama prosiaczka

    OdpowiedzUsuń
  5. MAMA PROSIACZKA??!! DO CHOLERY, GDZIEŚ TY SIĘ PODZIEWAŁA PRZEZ CAŁY TEN CZAS KIEDY PROSIACZEK MIESZKAŁ U CIOCI CHRUM CHRUM NA ULICY KORYTKOWEJ??

    OdpowiedzUsuń
  6. Realizowałam się w szołbiznesie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. No to pięknie. Teraz zapomnij o studiach dla prosiaczka - czyżbyś nie wiedziała, że on ma odsiatkę w pierdlu za współudział w podpaleniu rzeźni w Gdańsku?
    Zajączek

    OdpowiedzUsuń
  8. Ahoooj, ja sem Kretek. To ja podpalaju rzeźniu robiąc knedliczki - taki czeski potravinu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Co wieczerza zmawiam ja zdrowaś kośmito, by strzegł od pożaru moją dolinę.
    muminek

    OdpowiedzUsuń